Maciej Kur

ur. 12 maja 1988, Warszawa, Polska

Sławomir Kiełbus

ur. 18 październik 1969, Strzelin, Polska

Seria "Nowe Przygody Kajka i Kokosza":

  • 2016 - [#1] Obłęd Hegemona

  • 2017 - [#2] Łamignat Straszliwy

  • 2019 - [#3] Królewska Konna

"NOWE PRZYGODY KAJKA I KOKOSZA" (od 2016)

Kontynuacja jednego z najsłynniejszych polskich serii komiksowych, autorstwa Janusza Christy, podjęta przez wydawnictwo Egmont 26 lat po ostatnim oryginalnym tomie. W pierwszej kolejności ukazały się dwa albumy, będące zbiorami krótkich historyjek, stworzonych przez różnych artystów. Które najwyraźniej służyły wydawnictwu do przygotowania gruntu pod pełnometrażowy album.

#1 "Obłęd Hegemona" (2016)

Składa się z 4 opowiadań. Dwa z nich powstały do scenariusza Macieja Kura. Pierwsze nosi nazwę „Zbójcerze. Obłęd Hegemona” i opowiada o tym, jak Hegemon traci swą agresywność, zaczyna być grzeczny i przestraszeni tym obrotem sprawy Zbójcerze zabierają go do specjalnego ośrodka leczniczego, by go przywrócić do dawnej postaci. Jest to więc „Kajko i Kokosz” bez Kajka i Kokosza, za co w zasadzie powinniśmy się oburzyć. Tyle że nie możemy, bo historyjka jest pierwszorzędnie napisana. Już pierwszy żart jest świetny, a potem scenarzysta umiejętnie zachowuje dobry poziom do samego końca. Pomysłem na odświeżenie znanej formuły jest właśnie spojrzenie na komiks z nietypowej perspektywy. Z punktu widzenia Zbójcerzy. A humor wynika z postawienia wszystkiego na głowie: problemem dla żołnierzy Hegemona jest jego łagodność, z której próbują go wyleczyć. Natomiast rysunki Sławomira Kiełbusa, choć ładnie pokolorowane nie podobają mi się. Są to takie znane nam postacie, ale fatalnie powykrzywiane. Jest to o tyle irytujące, że na okładce widzimy dalej kreskę Janusza Christy. Której jednak w środku nigdzie nie widzim. Drugim opowiadaniem do scenariusza Kura jest „Łamignat. Szkoła zbójowania”. Główną postacią jest tu Łamignat, który zmartwiony tym, że młodzi nie garną się już do zbójowania zakłada szkołę dla zbójów, ale z czasem zaczyna tego żałować, bo przybywa mu niepotrzebnej konkurencji. Historia jest napisana w podobny sposób co poprzednia. Znów skupiamy się na jakiejś postaci drugoplanowej (co jest ogólnie dobrym pomysłem), a kolejne żarty wynikają ze zderzenia potocznego wyobrażenia o tym, co jest dobre, a co złe i o czym powinno się dzieci uczyć w szkole, oraz absurdalnego założenia, że rabowanie ludzi to zawód jakich wiele. Logicznie fabuła jest nieco chaotyczna, bo Łamignat parokrotnie zmienia zdanie co do tego o co mu tak naprawdę chodzi, ale czyta się to dobrze, ze względu na wiele całkiem zabawnych żartów, skutecznie mieszających dawne czasy ze współczesnością. Rysunki wykonał tym razem Piotr Bednarczyk i są one całkiem przyjemne dla oka i prezentują konsekwentną i oryginalną stylistykę, z jednym jednakże zastrzeżeniem. Łamignat moim zdaniem jest za chudy. Zwyczajnie nie wygląda na siłacza, co w przypadku komiksu tego typu jest bardzo istotne. Przyjrzyjmy się jak rysował go Christa. Najciekawszym opowiadaniem w tym albumie jest jednak to autorstwa Krzysztofa Janicza, pod tytułem „Mali Kajko i Kokosz. Coś na muchy”. Jak sam tytuł wskazuje przedstawia on dzieciństwo Kajka i Kokosza, a także kasztelana Mirmiła, dowodząc jednocześnie, że Kajko był początkowo skrzatem, który przy pomocy czarów stał się człowiekiem. Założenie fabularne komiksu jest raczej absurdalne i, jak sądzę, obliczone trochę na wywołanie sensacji, czego świadomy jest sam autor komentując ten fakt na ostatniej stronie. To jednak to opowiadanie z wszystkich ma, moim zdaniem, najwięcej odwagi w łamaniu zasad, na jakich opiera się parodiowany tu schemat. Janicz posługuje się również najlepszym, najbardziej zaskującym humorem. W swoją celowo głupkowatą historyjkę wplótł całe mnóstwo bardzo inteligentnych wielkanocnych jajek, które świadczą o tym, że autor jest dużo mądrzejszy niż to się pozornie wydaje. Kokosz przekręca imię Kajka, nazywając go Kajtkiem, czarownica Jaga rozmyśla nad działką nad jeziorem, związany huligan rzuca niby to niewinne „na plasterki”. Rysunki Norberta Rybarczyka natomiast prezentują się gorzej i sprawiają wrażenie przesadnego bałaganu.

Grafika:

**

Fabuła:

***

OCENA:

5/10

#2 "Łamignat Straszliwy" (2017)

Album ponownie zawiera cztery opowiadania, z tym że powstałe już bez udziału Janicza i Rybarczyka. I chociażby z tego powodu zbiór ten wydaje się bardziej konwencjonalny od pierwszego i pozbawiony większych zaskoczeń. Aż trzy opowiadania powstały do scenariusza Macieja Kura. „Zbójcerze. Słoń a sprawa zbójcerska” opisuje kolejny plan zdobycia Mirmiłowa, w którym Hegemon próbuje wykorzystać do ataku tytułowego słonia. Mam wrażenie, że opowieść nie skrzy się już tak humorem jak ta, którą widzieliśmy w tomie pierwszym. I może właśnie dlatego, że autor, zamiast wymyślić coś nowego korzysta z istniejącego już schematu. Zbójcerzy, kaprala i Hegemona widzimy w sytuacjach, w których już ich wielokrotnie widzieliśmy. W rezultacie rozwój wydarzeń jest przewidywalny. Autorowi nie udaje się też owego słonia, który jest elementem nowym, wprowadzić do historii w całkiem logiczny sposób. A także wymyślić co z nim ostatecznie zrobić na końcu. Podczas gdy ów fruwający na czarodziejskim dywanie fakir pasuje bardziej do „Asteriksa” niż do „Kajka i Kokosza”. Ci ostatni wciąż pojawiają się tylko odwróceni tyłem i wciąż nie odgrywają w fabule żadnej roli. Druga opowieść do scenariusza Kura i rysunków Kiełbusa to „Mirmił i Wojmił. Pojedynek”. Do Mirmiłowa przybywa brat Mirmiła Wojmił i wyzywa on kasztelana na pojedynek, chcąc mu odebrać spadek po tatusiu, ulubiony dla tamtego złoty puchar. Niestety dobrych żartów jest tu jeszcze mniej niż w pierwszym opowiadaniu. Postacie, które przecież dobrze znamy z klasycznych albumów, nie zachowują się zgodnie ze swymi charakterami. Mirmiła i Wojmiła widzieliśmy parokrotnie razem i zawsze byli kochającym się rodzeństwem. Pomysł, by oferma Mirmił, z powodzeniem stawiał fizycznie czoła swemu bratu też jest nonsensowny. Historia jest źle pomyślana i sprawia wrażenie wypełniacza, któremu autor nie poświęcił odpowiedniej ilości czasu. Praktycznie po raz pierwszy Kiełbus rysuje tu postacie tytułowe. Kajko wydaje mi się znośny, natomiast Kokosz narysowany jest w sposób fatalny. Jego twarz jest całkowicie nieproporcjonalna. Chyba najlepszą fabułą w tym albumie jest „Łamignat. Łamignat Straszliwy”, także do scenariusza Kura. Mówiący o tym, jak to pewien książę namawia Łamignata, by porwał mu córkę, która marzy o popularności w mediach społecznościowych, którą wzmaga uprowadzenie. Mamy tu do czynienia z podobnymi pomysłami do tych, które widzieliśmy wcześniej w „Szkole zbójowania”. Z tym że tym razem dostajemy sporo szyderstwa ze współczesnych nastolatków, żyjących w świecie wirtualnym. To połączenie czasów dawnych i nowych jest tu dość karkołomne i światy te nie zawsze się ze sobą kleją. Ale opowiadanie broni się dzięki temu, że Łamignat to wyjątkowo sympatyczna postać, w odróżnieniu do wszystkich innych pojawiających się tu. Wliczając Kajka i Kokosza, którzy nawet gdy się pojawiają, pozbawieni są osobowości. Tym razem jednak opowieść zawodzi wizualnie. Prócz Łamignata pozostali bohaterowie wyglądają okropnie. Czarownica Jaga, widziani przez moment Mirmił i Lubawa, są na dyskwalifikującym poziomie. Niewiele natomiast mogę powiedzieć na temat ostatniego twórcy, który pojawia się w obu tych zbiorach, a mianowicie Tomasza Samojlika. Obie historyjki jego autorstwa wydały mi się całkowicie nieudane. Fabularnie były nudne, pozbawione humoru, a to, w jaki sposób narysował on Kajka i Kokosza to już nawet nie nieudolność. To po prostu kryminał.

  • 2016 - Egmont, "Obłęd Hegemona", 21x28cm, 40 strony, miękka okładka

  • 2017 - Egmont, "Łamignat Straszliwy", 21x28cm, 40 strony, miękka okładka

Grafika:

*

Fabuła:

**

OCENA:

3/10

#3 "Królewska Konna" Maciej Kur, Sławomir Kiełbus (2019)

Komiks do scenariusza Macieja Kura i rysunków Sławomira Kiełbusa. W albumie tym nowy plan zdobycia Mirmiłowa, stworzony przez Zbójcerzy polega na sfabrykowaniu listu miłosnego, rzekomo adresowanego do Mirmiła, który planują podrzucić jego żonie Lubawie. Plan nie kończy się sukcesem, bo Oferma podpisuje go adresem zwrotnym. Tymczasem Kokosz próbuje dostać się do oddziału cieszącej się dużym prestiżem królewskiej konnej. Wspólnie z Kajkiem ratują w lesie tonącą księżniczkę Salwę, kuzynkę Mirmiła, cierpiącą na dolegliwość polegającą na tym, że wszystko ją śmieszy. By jednak mogła przejąć władzę w swym grodzie musi spełnić życzenie zmarłego ojca i choć raz zapłakać. Niedługo potem Salwa zostaje porwana przez zamaskowanego zbója Czarnego Kaptura, który dostarcza ją Zbójcerzom. Kajko i Kokosz udają, że próbują wstąpić do ich oddziału, uwalniając księżniczkę. Okazuje się przy okazji, że Czarny Kaptur to pan sierżant z królewskiej konnej. Salwa słuchając zamkniętego w pudełku śmiechu swej matki rozczula się i roni łzę, dzięki czemu przejmuje należącą się jej władzę i wszystko dobrze się kończy. Fabuła albumu jest zaskakująco zabawna. I co istotne żarty te wpisują się jakoś w ogólną koncepcję świata stworzonego przez Christę. Jest tu wiele odniesień do klasycznych albumów, które każdy fan serii łatwo rozpozna. Gdy np. bohaterowie siedzą w karczmie okazuje się, że na jej ścianie gospodarz przechowuje podobizny znanych z poprzednich tomów złoczyńców. Jednocześnie komiks oddając należny hołd swej przeszłości jest też wyraźnie nowoczesny. Z wieloma dowcipami adresowanymi do jak najbardziej współczesnego odbiorcy. Akcja jest szybka, a główna intryga interesująca. Jest tu przynajmniej parę naprawdę dobrych pomysłów. Np. ten magiczny łuk, który bohaterowie dostają od czarownicy Jagi, który zawsze trafia do celu. A jego ostateczne użycie wykorzystuje żart, który przewijał się mimochodem przez cały czas (przekręcanie przez Kokosza imienia swego szefa). Świadczy to o dużej zręczności scenarzysty i o tym, że scenariusz ten jest dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Podobać się też może cały wątek związany z przejęciem władzy przez Salwę, z elementem nieco sentymentalnym, ale wiarygodnym, na końcu. Problem, przed którym stają tu bohaterowie jest dobrze nakreślony i niełatwy. Postać samej księżniczki też wywołuje natychmiastową sympatię. Do tego stopnia, że wręcz wydaje się ona lepiej nakreślona od pary tytułowych bohaterów. I tu docieramy do głównego kłopotu, jaki mam z tym komiksem. Mam bowiem wrażenie, choć być może że zabrzmi to paradoksalnie, że komiks ten byłby lepszy bez Kajka i Kokosza. I to samo niestety dotyczy również całej strony wizualnej tego albumu. Rysunki wszystkich postaci znanych z poprzednich części są tu po prostu fatalne. Wyglądają tak, jakby ktoś im celowo powykręcał twarze. Zwłaszcza drażni mnie, jak narysowany jest Kokosz, który sprawia wrażenie okropnie niezgrabnego. U Christy owszem, był grubasem, ale widać było jednocześnie jego wrodzoną krzepę. Z kolei Kajko wydaje się stale śmiać, co jest równie irytujące. Problem w tym, że przez kilkadziesiąt lat przyzwyczailiśmy się do tego, jak te postacie wyglądają i zmiana ich wyglądu jest niedopuszczalna. Zwłaszcza zmiana na gorsze. Bohaterowie w strojach Zbójcerzy też sprawiają wrażenie okropnie. Zupełnie nie przypominają siebie. Wystarczy porównać jak wyglądali w podobnych strojach u Christy. Brakuje mi również typowych dla poprzednich albumów scen walk, z fruwającymi postaciami i gwiazdkami, co było bardzo istotnym elementem tego stylu. Bez tego elementu Kajko i Kokosz nie jest już Kajkiem i Kokoszem. Co ciekawe wszystkie nowe postacie, które się tu pojawiają, np. Salwy, zbójców, królewskiej konnej, są narysowane bardzo udanie. Kiełbus pokazuje, że umie rysować w takim wyraźnie disneyowskim stylu. O ile tylko rysuje wymyśloną przez siebie postać. Osobiście jestem sceptyczny wobec serii komiksowych kontynuowanych po śmierci czy rezygnacji z pracy oryginalnych twórców. Aczkolwiek nie do tego stopnia, by te kontynuacje z zasady potępiać, czy jak widać, z ciekawości nie sięgnąć po jedną z nich. Zakładam jednak z góry, że artystycznie prezentować się one będą przynajmniej o jeden poziom niżej od oryginałów. Nikt tak nie narysuje Kajka i Kokosza jak Christa i co do tego możemy się chyba wszyscy zgodzić. We Francji dalej wydaje się Asteriksa, ale z szacunkiem do tego, jak byli ci bohaterowie rysowani. I tego szacunku mi tutaj brakuje. “Królewska Konna” niestety sprawia na mnie wrażenie komiksu, który z powodów marketingowych używa klasycznych postaci. Bo komiks o Salwie i czarodziejskim łuku nie wzbudziłby takiego zainteresowania jak “Nowe Przygody Kajka i Kokosza”. A szkoda, bo scenariusz tego albumu był naprawdę dobry.

  • 2019 - Egmont, 21x28cm, 48 strony, miękka okładka

Grafika:

*

Fabuła:

***

OCENA:

4/10